“Upór i konsekwencja działania, oraz świętość życia wciąż mnie inspiruje”

Historia Bożego Miłosierdzia w XX wieku bywa opowiadana w tonie nadzwyczajności: wizje, objawienia, obrazy, obietnice. A jednak w samym jej centrum stoi człowiek, który nadzwyczajności się obawiał. Ks. Michał Sopoćko nie był mistykiem ani wizjonerem. Był teologiem, spowiednikiem i kapłanem formowanym przez rygor sumienia oraz głębokie posłuszeństwo Kościołowi. I właśnie dlatego jego rola w dziele Bożego Miłosierdzia okazała się niezastąpiona.
Gdy Opatrzność postawiła na jego drodze prostą zakonnicę, Faustyna Kowalska, nie spotkała ona entuzjasty łatwych uniesień religijnych. Spotkała człowieka ostrożnego, krytycznego, momentami wręcz sceptycznego. Ks. Sopoćko nie przyjmował objawień dlatego, że były poruszające, lecz dlatego, że – po długim rozeznaniu – nie znajdował w nich sprzeczności z wiarą Kościoła. Jego postawa była przeciwieństwem religijnej sensacyjności. Zamiast tego proponował drogę posłuszeństwa, zapisu doświadczeń, systematycznej modlitwy i cierpliwego oczekiwania na potwierdzenie ze strony Kościoła.
W tym sensie był nie tylko spowiednikiem Faustyny, ale jej pierwszym teologiem.
To on nakazał spisywanie objawień, które po latach złożą się na „Dzienniczek”. To on pilnował, by mistyczne doświadczenie nie oderwało się od sakramentów, a pobożność od prawdy dogmatycznej. Miłosierdzie, które poznawał poprzez relacje Faustyny, nie było dla niego emocjonalnym wzruszeniem, lecz kluczem do zrozumienia całej ekonomii zbawienia.
Szczególnym znakiem tej postawy była historia obrazu Jezusa Miłosiernego. Gdy Faustyna mówiła o wizji, ks. Sopoćko nie poprzestał na duchowej interpretacji. Doprowadził do powstania konkretnego obrazu, pilnując jego teologicznej treści i katechetycznego sensu. Wizerunek ten nie miał być religijną ilustracją, lecz ikoną prawdy o Bogu, który wychodzi ku człowiekowi z ranami Zmartwychwstałego. Już wtedy widać było, że dla Sopoćki Miłosierdzie nie istnieje bez krzyża, a ufność nie istnieje bez nawrócenia.
Najbardziej wymowna część jego drogi zaczęła się jednak po śmierci Faustyny. Został sam – bez wizjonerki, bez bezpośredniego „świadectwa z nieba”. W czasie wojny i po niej przyszły prześladowania, ukrywanie się, praca konspiracyjna. A potem – bolesne doświadczenie zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia w formach zaproponowanych przez Faustynę. Dla wielu byłby to moment buntu lub rozczarowania. Dla ks. Sopoćki stał się próbą wiary. Nie przeciwstawił się decyzji Kościoła. Przyjął ją w milczeniu, ufając, że prawda obroni się sama, jeśli pochodzi od Boga.
W tym właśnie objawia się jego duchowa wielkość. Nie był apostołem sukcesu, lecz apostołem wytrwałości. Przez lata pisał, wykładał i modlił się, tworząc solidne zaplecze teologiczne dla kultu Miłosierdzia. Jego teksty ukazywały Miłosierdzie jako najwyższy przymiot Boga, ale nigdy w oderwaniu od sprawiedliwości. Bóg miłosierny w ujęciu Sopoćki nie jest Bogiem pobłażliwym – jest Bogiem, który bierze na siebie konsekwencje ludzkiego grzechu.
Dziś, gdy kult Bożego Miłosierdzia ogarnia cały świat, łatwo zapomnieć o tym cichym kapłanie z Wilna. A przecież bez jego roztropności, cierpliwości i wierności Kościołowi orędzie to mogłoby pozostać jedynie prywatnym doświadczeniem mistycznym. Ks. Michał Sopoćko był strażnikiem równowagi między charyzmatem a instytucją, między doświadczeniem a doktryną, między żarem serca a światłem rozumu.
W czasach, gdy Miłosierdzie bywa redukowane do hasła lub emocji, jego postać przypomina, że prawdziwe Miłosierdzie kosztuje. Wymaga cierpliwości, zgody na niezrozumienie i gotowości do milczenia. Być może dlatego jego świętość jest tak dyskretna. Nie krzyczy. Nie domaga się uwagi. Trwa – jak fundament, którego nie widać, ale bez którego cała budowla by się zawaliła.
Sopoćko był teologiem głęboko sakramentalnym. Miłosierdzie nie funkcjonuje u niego jako czysto wewnętrzne przeżycie ani prywatna relacja z Bogiem. Jest obiektywnie udzielane w sakramentach, zwłaszcza: w sakramencie pokuty i w Eucharystii.
Spowiedź jest dla niego uprzywilejowanym miejscem spotkania grzesznika z Miłosierdziem, ponieważ łączy: uznanie winy, akt skruchy i rozgrzeszenie.
Bez sakramentów kult Miłosierdzia – pisał – grozi redukcją do pobożności emocjonalnej, oderwanej od życia Kościoła.
Po miesiącach oczekiwania dotarł do mnie z dalekiego wschodu upragniony, namalowany przez prawdziwego artystę wizerunek bł. ks. Sopoćki. W jego spojrzeniu – skupienie, w rysach – łagodność, w całej postawie – czuje się powściągliwość człowieka, który nie szukał siebie, lecz wiernie dążył w swojej pracy i misji do ukazania prawdziwego oblicza Boga – Ojca, który pierwszy wychodzi ku grzesznikowi oraz który mimo przeciwności dążył do ugruntowania kultu Miłosierdzia. Nie chodziło mu o złagodzenie Ewangelii, ale przywrócenie jej centrum: Bóg zbawia nie dlatego, że człowiek zasługuje, lecz dlatego, że kocha.
Zachęcam do lektury:
„Miłosierdzie Boga w dziełach Jego” (t. I–IV)
“Wspomnienia” i “Dzienniki” błogosławionego ks. Sopoćki
Na Youtube warte obejrzenia:
Ostatnie lata bł. ks Michała Sopoćki w Białymstoku – wspomina s. Bogdana
Książka “Wspomnienia” błogosławionego księdza Michała Sopoćki (świetny audiobook!)
Nowenna do bł. księdza Sopoćki
Wspomnienie Liturgiczne: 15 luty