“Złamane skrzydło” – o spowiedzi świętej i nie tylko

“Odlot żurawi” – Józef Chełmoński

Wielka Sobota – samotna…

Czytam, wznoszę myśli , szukam ukojenia…

Trafiam na materiał z przed roku na YT –  prezentacją książki ks. Rektora prof. Krzysztofa Pawliny „Budzę nie tylko ze snu. Zamyślenia” oraz tomiku poezji „Jeżeli wiersz to teraz”.

Dzielę się wierszem ks. Profesora… mam nadzieję, że nie będzie mi miał tego za złe.

Już mi lepiej…

“Złamane skrzydło” – Ks. prof. Krzysztof Pawlina

Wczesną jesienią jadąc w kierunku Bydgoszczy zauważyłem na łące stado żurawi.

Zaskakujący widok.

Zatrzymałem się, aby popatrzeć. Ptaków było naprawdę dużo.

Po chwili zrozumiałem, że to chyba ptasi sejmik, że one zebrały się na tej łące, bo szykują się do odlotu. Wsiadłem do samochodu i jeszcze raz przez chwilę obserwowałem żurawie przed ich podróżą do ciepłych krajów. Pomyślałem sobie, czy im u nas źle? Przecież w Polsce jest piękna jesień, a one odlecą i nie zobaczą kolorowych liści ani perłowej mgły.

Stanął mi wtedy przed oczyma obraz Józefa Chełmońskiego „Odlot Żurawi”.

Pośród mglistego jesiennego krajobrazu gromada żurawi na mazowieckich łąkach szykuje się w niepowtarzalną drogę. Pomyślałem, że ta podróż czeka każdego z nas.

Nadejdzie jesień życia. Czas by zbierać się do odlotu. Zdążyć z życiem, nim przyjdzie zima.

Ćwiczyć się w odchodzeniu.

A my? Pełnia sezonu. Niewielu myśli o jesieni, o śmierci, o odejściu z tego świata.

Może więc choć te żurawie czegoś nas nauczą. Nie unikniemy tej podróży. Ona nas czeka.

Trzeba mieć siły na podróż.

Na wspomnianym obrazie Chełmońskiego widać ptaka ze złamanym skrzydłem. Samotnik na bagnistym brzegu.

Klucz żurawi podrywa się do lotu, a on zbyt słaby, by wzbić się nad ziemię.

Ptak ze złamanym skrzydłem.

A podróż do ciepłych krajów? Właśnie.

Został samotny, bezsilny. Może rozszarpią go dzikie psy? A przecież miał odlecieć.

Czy ta scena to nie symbol piekła? Nie wiem, ale nie chciałbym pozostać, jeśli tam jest lepiej niż tu.

Złamane skrzydło. Może jest wciąż szansa na jego poskładanie, na nabranie mocy.

Znam takiego lekarza. Siedzi w konfesjonale. Słucha złamanych. Przygląda się pęknięciom i bandażem miłosierdzia, opatruje zbolałe rany. Znam też miejsca, gdzie nabiera się mocy, by wznieść się wyżej, niż mazowieckiem mokradła.

Modlitwa, zgięte kolana, zamyślenie nad Bogiem. One czynią nas lżejszymi. Wtedy też rodzi się tęsknota za ciepłym krajem.

Nie dajmy się oszukać, że odejścia z tego świata nie będzie.

Można o tym nie myśleć. Można żyć, jak się chce. Na tym polega wolność ptaka.

Ale nikt za Ciebie nie umrze i nie stanie na sądzie ostatecznym, gdzie wpuszczają do ciepłych krajów.

Pęknięcie ducha to coś więcej niż złamane skrzydło. To dramat człowieka, który nie może być tam, gdzie czeka na niego szczęście.

Oglądam szczęście od środka. Spotykam ludzi, szorstkość, dystans, spojrzenie.

Rozpoczynam pierwszy, powoli, życzliwie, ogólnie.

Słucham myśli rzuconych niedbale, dopytuję, dopowiadam, czekam.

Dzieje się spotkanie.

Zaczęło się od proszę pana, kończy się proszę księdza.

Na początku dzień dobry, na rozstanie niech będzie pochwalony.

Pogrążam się w tajemnicy, świadek przeobrażeń, zdejmowania masek.

Ksiądz ze szczęśliwym sercem, istota powołanego życia.


https://www.youtube.com/watch?v=jIsBppBT1Gc